Dzisiaj powinnam skończyć. Tak sądzę. Póki co, daję pierwszy rozdział, bo taki prolog to.. Trochę krótko, nawet, jak dla mnie (:
~~~~~
Pociąg mknął szybko torami. Było dość wcześnie, niedawno
opuścił stację, na której wsiadło do niego mnóstwo dzieci i młodzieży. Do
stacji końcowej było jeszcze sporo czasu, jednak wszystkie osoby znajdujące się
w przedziałach nie sprawiały wrażenia osób znudzonych. Wręcz przeciwnie – w
pociągu było głośno, wszyscy się śmiali, bawili, opowiadali sobie historie o
wakacjach. Jednym z wagonów mknęła długowłosa dziewczyna o kolorze ciepłego
blondu i głębokich, lazurowych oczach. Szukała jednego, konkretnego przedziału.
W zeszłym roku zaprzyjaźniła z pewną trójką wspaniałych uczniów, a nie
zamierzała tracić kontaktu. Przez wakacje starała się go utrzymać pisząc do
nich listy, choć wiadomo – nie było to łatwe, zwłaszcza z jej rodziną. Nie
podobało się im strasznie, że dziewczyna przyjaźni się z trio, za którym nie
przepadali co po niektórzy czarodzieje. Sama nastolatka jednak miała zupełnie
inne zdanie – nie wdała się w rodziców, aż zastanawiała się, czy aby na pewno
są jej biologiczną rodziną. Wcale by się nie zdziwiła, jeśli to nie byłaby
prawda. Nie zamierzała jednak się nad tym zastanawiać. Wakacje jak zwykle są
najgorszym czasem w roku – odkąd poszła do Hogwartu, nienawidziła tych dwóch
miesięcy. W szkole czuła się o wiele lepiej, niż w domu. Zresztą, podejrzewała,
że reszta rodziny też tak ma… No, może za wyjątkiem jej brata, który na
szczęście dla dziewczyny w tym roku kończył szkołę. Nawet nie wiecie, jak
panienka Hamilton się z tego cieszyła! W końcu nie będzie go widzieć
codziennie, jak działo się to do tej pory. Nareszcie wolność, chociaż na te cztery
lata Hogwartu. W końcu będzie mogła bez obawy pojawiać wśród przyjaciół na
korytarzu…
Wpadła w końcu do odpowiedniego wagonu. W jednym z
przedziałów zauważyła trójkę swoich przyjaciół. Niewiele myśląc, wpadła do
środka.
- Cześć wszystkim!
Na jej młodej twarzy pojawił się szeroki uśmiech, ukazujący
szereg białych zębów. Potter, Weasley i Granger spojrzeli na drzwi –
najwyraźniej byli w trakcie jakiejś poważniejszej rozmowy, co nie bardzo tak naprawdę
zraziło panienkę do przeszkodzenia im i wejście w słowo. Długo nie trwało, nim
trójka zrozumiała, kto do nich przyszedł.
- Rhinna!
Jako pierwsza z miejsca wstała brązowowłosa dziewczyna,
rzucając się na szyję blondynki. Uśmiechnęła się szeroko, przez moment nawet
nie dając jej oddychać. Zaraz po tym rzucili się na nią pozostali ludzie,
znajdujący się w tym przedziale. Odetchnęła z ulgą po kilku chwilach, gdy już
wszyscy ją puścili i mogła spokojnie usiąść na wolnym miejscu. Weszła akurat w
trakcie rozmowy o Mistrzostwach Świata w Qudditchu. Sama dziewczyna nie miała
możliwości pojechania na nie, choć cała jej rodzina oczywiście skorzystała z
okazji. Ona nie narzekała – miała cały wielki dom tylko dla siebie. A to wiele
ułatwiało – nie musiała się chować po domu, czaić, uciekać przed wzrokiem
wszystkich innych dookoła. Jedynie służba nic do niej nie miała – tolerowała ją
taką, jaką jest. Chociaż oni, zawsze tak myślała – ale część ją naprawdę
lubiła! Mimo wszystko z Rhinną można było normalnie porozmawiać. Chociaż woleli
mimo wszystko nie pokazywać tego jej rodzicom. Tak, dla własnego bezpieczeństwa
– no i dziewczyny. Nie chcieli, by i ją spotkała jakaś kara.
Z zamyślenia wyrwał ją głos Rona, który podekscytowany
opowiadał o Wiktorze Krumie. Blondynka przeniosła na niego spojrzenie, gdy
drzwi od przedziału otworzyły się z impetem.
- Po raz pierwszy i ostatni w życiu, Weasley.
Hamilton westchnęła. Po raz kolejny widzi tę bladą
twarzyczkę z cynicznym uśmiechem. Za Draconem Malfoyem, który właśnie wszedł do
przedziału stali Crabbe i Goyle. Chłopak nie zwrócił na nią uwagi – dobrze dla
niej. Jego obecność jednak nie spodobała się reszcie w przedziale. Trudno się
dziwić – nigdy nie pałali do siebie sympatią. Podczas ich kłótni, która
rozpoczęła się od mistrzostw świata i loży honorowej i przeszła do szat
wyjściowych, Rhinna siedziała przy oknie, wpatrując się nieco znudzonym
spojrzeniem przez szybę. Zawsze w takich sytuacjach starała się zająć czymś
myśli – dopóki tor rozmowy nie zszedł na nic ciekawego. O ile można tu mówić o
czymś ciekawym w trakcie przepychanek słownych Malfoya. Tym razem jednak było
inaczej.
- To Wy naprawdę o niczym nie wiecie?
W tym właśnie momencie dziewczyna oderwała spojrzenie od
brudnej szyby w przedziale i przeniosła je na twarz Dracona. Dawno nie widziała
tak uradowanej miny chłopaka, przez to mogła spodziewać się kłopotów.
Westchnęła cicho i wstała z miejsca. Była dość niska w porównaniu do wszystkich
znajdujących się w przedziale, więc tylko w ciszy przemknęła między ludźmi
słuchając dłuższego monologu Malfoya o kontaktach jego rodziny z samym
Ministrem Magii… Rhinnie aż się niedobrze zrobiło – jak można było być aż takim
zadufanym w sobie człowiekiem?
Blondyn zamierzał właśnie opuścić przedział z tym swoim
denerwującym uśmiechem na twarzy. Rhinna jednak była szybsza. Nie chcąc widzieć
uradowanej miny Dracona, wpierw dźgnęła go mocno palcem pod żebrami, po czym
wypchnęła z przedziału, trzaskając za nimi drzwiami. Podniosła wzrok i poczuła
dumę. Chłopak stał przed szkłem, nic nie rozumiejąc, a na jego twarzy mieszała
się wściekłość z zaskoczeniem. Dziewczynka jedynie przymknęła powieki,
uśmiechnęła się szeroko i pomachała mu dłonią – zanim zasunęła zasłony w
przedziale. Nareszcie cisza i spokój… Choć Ron najwyraźniej był o wiele
bardziej zdenerwowany, niż jej się wydawało. Podszedł do drzwi, wyjrzał przez
nie, po czym zatrzasnął – co spowodowało rozbicie jednej z szyb. Hermiona
szybko go skarciła, wyciągając różdżkę i naprawiając drzwi. Padło kilka słów o
marnej prowokacji panicza Malfoya, na którą niestety Weasley dał się nabrać.
Reszta podróży mimo nieprzyjemnego spotkania minęła
spokojnie – większość osób śmiała się i rozmawiała jak gdyby nigdy nic. Dopiero,
gdy pociąg zaczął bardzo powoli zwalniać, Hamilton pożegnała się ze wszystkimi
i wystrzeliła z ich przedziału w stronę swojego. Nie była przecież ubrana w
szaty szkolne, a nie wypadało pokazywać się na peronie w mugolskich ubraniach.
Choć jak dla niej – co za różnica. No, ale nauka nie powinna iść na marne. To
chyba jedna rzecz, jaką wyniosła z domu dla samej siebie – maniery i
wychowanie, nie zawsze zgodne z jej przekonaniami, jednak dzięki nim wiedziała,
jak powinna się zachowywać w odpowiednich sytuacjach. To naprawdę ułatwiało jej
życie, nawet, jeśli coś szło nie po jej myśli.
Miała jednak nadzieję, że ten rok będzie inny. Ona
wiedziała, co ma się odbyć w szkole. Turniej Trójmagiczny – usłyszała strzępek
rozmowy rodziców, którzy przekonywali jej brata, że powinien się zgłosić – na
pewno przyniesie chlubę i dumę swojej rodzinie, kiedy go wygra. A co do tego
nie mieli oni najmniejszych wątpliwości – to w końcu panicz Hamilton! A
dziewczynce na samą myśl niedobrze się robiło. Po kilku minutach stanęła już na
peronie i wzięła głęboki wdech. Chłodne, wieczorne powietrze otuliło jej płuca.
Rhinna uśmiechnęła się szeroko i z nadziejami ruszyła przed
siebie – w stronę Hogwartu, jej ukochanej Szkoły Magii i Czarodziejstwa.
~~~~
Zawodową pisarką nie jestem, wręcz przeciwnie <3 Dlatego z góry przepraszam za jakiekolwiek błędy ^^"