~~~~~
Pogoda nie zachęcała do wyjścia z powozu, który mknął ku
Hogwartowi. Hamilton siedziała w ciszy, nawet nie słuchając rozmów koleżanek z
roku. Odkąd tylko wysiadła z pociągu była w całkiem innym świecie. Nie
przeszkadzał jej nawet deszcz, który padał zaciekle i sprawiał w tym momencie
jedynie kłopoty – droga zmieniła się w małe, na razie, bagno, momentami ciężko
było przejechać. Dziewczyna jednak nawet o tym nie myślała. Wszystko zaczęło
jej się układać w jedną, dość skomplikowaną całość.
- Rhinna? Idziesz?
Zamrugała oczami. Powoli odwróciła głowę, spojrzawszy na Cho
Chang, jej koleżankę z domu. Skinęła nieco zdezorientowana głową i w ciszy
opuściła powóz. Szybkim krokiem, chcąc uniknąć zbytniego zmoknięcia, ruszyły w
stronę szkoły. Gdy weszły do środka, Rhinna zatrzymała się i zaczęła odklejać
mokre kosmki włosów od twarzy, mamrocząc coś pod nosem. Szata również zaczęła
się do niej przyklejać, co nie poprawiało jej humoru. A jeszcze na dodatek
dokładnie w momencie, gdy udało jej się rozwiązać problem utrudnionego
chodzenia, oberwała balonem z wodą! No po prostu piękne rozpoczęcie roku
szkolnego – lepszego nie mogła sobie wymarzyć. Nie dość, że już zdążyła spotkać
Malfoy`a, to jeszcze teraz wredny duch, unoszący się w powietrzu postanowił
zorganizować kąpiel pojawiającym się w szkole uczniom. Już nabierała w usta
dużo powietrza, gdy ubiegła ją profesor McGonagall. Widocznie i jej nie spodobały się wygłupy
Irytka. Spostrzegła jeszcze kątem oka rudą czuprynę Rona, który również nie
wyglądał na zadowolonego. Trudno się dziwić – w końcu weszli do zamku po to, by
trochę się ogrzać, a nie zostać na nowo oblanym wodą! Rhinna uchyliła się
przed ostatnią bombą wodną, która poleciała w stronę drugoklasistów i razem z resztą
uczniów ruszyła w stronę Wielkiej Sali. Po dwóch, trzech minutach udało jej się
w spokoju usiąść na swoim miejscu… A przynajmniej tak jej się wydawało.
- Rhi, Słońce!
Odwróciła się, gdy tylko poczuła, jak ktoś klepie ją po
głowie, z zamiarem zamordowania owej osoby, jednak tylko jeden człowiek zwracał
się do niej w ten sposób – a tej osoby nie potrafiła nawet skrzywdzić piórkiem!
No, chyba, że w żartach raz na jakiś czas go uderzyła – to było dla niej
normalne.
- Jeremy!
Szybko wyskoczyła z ławki, nie przejmując się, że zagrodzi
innym uczniom przejście między stołami i rzuciła się na chłopaka. Jeremy
Stretton, ścigający drużyny Krukonów, był dla niej jak starszy brat. Nie raz
ratował ją z opresji, często rozmawiali, byli po prostu blisko ze sobą. Nie
zważając na to, że i on jest mokry, wtuliła się w niego mocno. Ten uśmiechnął się
i poklepał ją po głowie – normalnie zacząłby ją czochrać, jednak z powodu, iż
była mokra, wolał nie ryzykować. Jeszcze nabawiłaby się przez niego kołtunów i miałby
problem. Przechodząca obok Cho potargała jego niesforne, brązowa włosy.
- Daj jej odetchnąć, udusisz ją zaraz!
Azjatka zaśmiała się pod nosem, siadając na jednym z wolnych
miejsc. Stretton rozluźnił nieco uścisk i spojrzał swoimi ciemnymi, brązowymi
oczami na blondynkę.
- Dobrze, dobrze, nie będę jej męczyć. Na razie.
- Kto tu kogo będzie męczyć!
Oburzyła się z uśmiechem na ustach Rhinna, puszczając go i
siadając z powrotem na swoje miejsce. Czuła, jak jej żołądek domaga się
jedzenia. Podejrzewała, że nie tylko jej, jednak zdawała sobie sprawę, że może
to trochę potrwać. Był jeden plus siedzenia w Wielkiej Sali – dość szybko się
suszyła, jak reszta uczniów. Zerknęła kątem oka na Harry`ego i resztę, którzy
najwyraźniej też czekali jedynie na pojawienie się potraw na talerzach. Nie wiedzieć
czemu rozbawiło ją to dość nieźle. Zaśmiała się pod nosem, kiedy drzwi do
Wielkiej Sali otworzyły się. Między stołami szła grupka przemoczonych uczniów.
Hamilton jeszcze czuła, jak szaty kleją jej się do ciała, jednak za nic w
świecie nie chciałaby zamienić się z nowymi. Żal jej się ich zrobiło, naprawdę wyglądali
jak siedem nieszczęść, do tego część dygotała zapewne nie tylko z zimna – w końcu
ceremonia przydziału to nie byle co! Można było się tym stresować. Aż
przypomniała sobie, jak ona usiadła na stołku i czekała na decyzję tiary. Tak
bardzo wtedy bała się dostać do Slytherinu. Cała jej rodzina opuszczała szkołę,
odbywając nauki właśnie w Domu Węża. Ale ona nie była jak oni. Nigdy nie
rozumiała tego głupiego przekonania o czystości krwi… Do tego, nigdy się do
tego nie przyzna rodzicom – ona nie popierała Voldemorta, jak cała jej rodzina.
Zerknęła kątem oka na Malfoy`a. Nie była taka, jak on. Prychnęła aż na samo
stwierdzenie, które przeszło przez jej głowę, po czym spojrzała z powrotem na
nowych uczniów. Ominęła ją piosenka Tiary Przydziału i część przydzielania.
Szybko zamrugała oczami i potrząsnęła głową, chcąc otrząsnąć się z głupiego
zamyślenia. W końcu, po pierwsze – warto byłoby poznać, kto dostał się do
Ravenclaw`u no i po drugie, należycie się najeść, nie myśląc o głupotach.
Gdy tylko wszyscy uczniowie zostali przydzieleni, tiara
zniknęła ze środka sali, a na półmiskach pojawiły się potrawy. Rhinnie
zaświeciły się oczy. Była naprawdę głodna – no i tęskniła za smakami w zamku. Domowe
jedzenie podobno jest najlepsze, jednak ona preferowała potrawy skrzatów w
Hogwarcie. Tu przynajmniej mogła się najeść we wspaniałym towarzystwie, a nie w
drętwiej atmosferze, jakby ktoś umarł. Na szczęście przez kilka miesięcy nie
będzie musiała ich oglądać. Tak było lepiej. Już na dobre zajęła się jedzeniem
i rozmową z koleżankami oraz kolegami. Dopiero, gdy wszyscy skończyli jeść, Dumbledore
ponownie zagościł przed mównicą. Spojrzała na niego większość uczniów, gdy
zaczął przemawiać.
- Z najwyższą przykrością muszę Was też poinformować, że w
tym roku nie będzie międzydomowych rozgrywek o Puchar Quidditcha.
Po całej sali rozległ się szmer zdziwienia. Hamilton rzuciła
okiem na Pottera, który był szukającym Gryffindoru, oraz na Jeremy`ego. Nie
wyglądali na zachwyconych, mimo, iż nie przestali być jeszcze zaskoczeni ową
informacją. Dumbledore jednak kontynuował.
- A nie będzie ich z powodu ważnego wydarzenia, które będzie
trwało od października przez cały rok szkolny, pochłaniając większość czasu i
energii nauczycieli. Jestem jednak pewny, że nie będziecie żałować. Mam wielką
przyjemność oznajmić Wam, że w tym roku w Hogwarcie…
Jego wypowiedź jednak została zagłuszona przez grzmot, który
rozległ się w całej sali. Drzwi do pomieszczenia stanęły otworem, a do środka
wszedł mężczyzna, wspierający się na lasce. Rhinna pisnęła cicho – wsłuchana w
słowa dyrektora została wyrwana z zamyślenia w dość brutalny sposób. Zresztą,
nie tylko ona. Oderwała spojrzenie od Albusa i przeniosła je na przybyłego
mężczyznę. Wzbudził w niej jakiś ciężki do opisania strach. Słyszała różne
szepty między uczniami, jednak nie przywiązywała do nich wagi. Dopiero, gdy
mężczyzna znalazł się obok Dumbledore`a, a ten przedstawił go jako nowego
nauczyciela obrony przed czarną magią, zamrugała oczami. Alastor Moody? Gdzieś
o nim słyszała. Klasnęła w dłonie i spojrzała po koleżankach. Ten rok zapowiadał
się naprawdę ciekawie. Odprowadziła wzrokiem nowego nauczyciela do stołu, gdy
jej uwagę, jak wszystkich dookoła znów zajęła dalsza przemowa Albusa
Dumbledore`a.
- Mam wielką przyjemność oznajmić Wam, odbędzie się w
Hogwarcie Turniej Trójmagiczny!
~~~~~
Nieco w dziwnym miejscu zakończyłam rozdział, ale.. Nie chciałam, by wyszło zbyt długo. (: