Witajcie w trzecim rozdziale opowiadania ^^ Wiem, to dopiero początek, zapewne nie będę codziennie dodawać notek... Ale mam nadzieję, że raz na kilka dni się uda, zwłaszcza, że mam już mniej więcej zarys, co takiego chcę zawrzeć w kolejnych częściach. Zapraszam do czytania!♥
~~~~~
-
Pan chyba żartuje!
Po Wielkiej Sali wiele takich głosów odbijało się
między ścianami. Najwidoczniej ludzie nie wiedzieli, czy dyrektor faktycznie
mówi serio. Jak to, taki turniej? Do tego w szkole? Hamilton zauważyła kątem
oka, że co poniektórzy - m.in. Fred i George przy stole czerwonych - już
wyobrażali sobie, jak to biorą czynny udział w konkurencjach. A może nawet i
to, jak wygrywają i trzymają puchar w swoich dłoniach? Zaraz jednak uśmieszki
zniknęły z ich twarzy, gdyż Dumbledore - prócz komentarza na zdanie wypowiedziane
przez Weaselya - wyjaśnił, co to za turniej… Oraz powiedział wprost, że osoby
poniżej siedemnastego roku życia nie będą mogły zgłosić się na kandydata do
turnieju. Hamilton z ciekawością przyglądała się twarzom co po niektórych osób.
Z drugiej strony, już była przekonana, że tacy na przykład Weasley'owie na
pewno knują, jakby to tu wszystkich oszukać i się zgłosić. Zresztą, nie jej
broszka. Ona na pewno nie zamierzała nawet poświęcać jakże cennego w tym wieku
czasu na zastanawianie się o takich sprawach. Spojrzała w stronę swojego brata.
Ricky siedział przy stole Ślizgonów. Jego blond włosy dobrze komponowały się z
zielono-srebrną barwą jego domu, choć nie wyglądał tak żmijowato jak Malfoy.
Pewno to przez ten ciepły odcień blondu. Na Malfoya nie mogła zbyt długo
patrzeć, mówiąc szczerze.
Po powitalnej kolacji, gdy już wszyscy zdążyli się
najeść, Hamilton była jednym z pierwszym Krukonków, którzy wstali od stołu.
Pociągnęła przy okazji Cho i Jeremy'ego, by razem z nią ruszyli w stronę ich
Domu Wspólnego. A co, miała iść sama? Oni też skończyli już jeść, mogli się
pofatygować! Zwłaszcza, że byli starsi od Rhinny. Nie jakoś bardzo, bo co to
jest, dwa lata Cho, a chłopak zaledwie rok. To przecież prawie nic! Jej brat
był w siódmej klasie! No, ale mimo to, blondynce nie widziało się samej wracać
do dormitorium. A tak chociaż można było pogadać! Choć z drugiej strony, Jeremy
był tak zachwycony całym Turniejem, że dziewczyna w pewnym momencie bała się,
że jej odpadną uszy od terkotania chłopaka. Na szczęście jego dormitorium było
ulokowane trochę dalej od jej i nie musiała się martwić, że zaraz do niej
zapuka, bo po prostu nie będzie mu się chciało już opuścić ciepłego łóżka. Jak
zresztą jej. Już nie mogła się doczekać, kiedy wejdzie pod kołdrę i uśnie,
mając nadzieję na ciekawe zajęcia pierwszego dnia szkoły.
Po wszystkich zajęciach, które odbyły się tego dnia,
Hamilton, nieco zmęczona i odrobinę rozzłoszczona, ruszyła w kierunku Wielkiej
Sali. Ku jej zdziwieniu, przed drzwiami do owego pomieszczenia zrobiła się spora
kolejka. Dziewczyna jednak niczym nie zrażona - zwłaszcza, że zauważyła Pottera
i dwójkę przyjaciół, podeszła do nich i uśmiechnęła się lekko.
- Czujecie? Mieliśmy powtórkę z drugiego roku na
zielarstwie! Znów mandragory…
Jęknęła cicho, przewracając oczami.
- Ciesz się, my mamy już zadaną pracę domową! Cały
weekend będzie pisać…
Zaczął Ron, jednak ktoś mu przerwał, krzycząc jego
imię. Cała czwórka spojrzała na Dracona, który ruszył w ich kierunku z gazetą w
ręku.
- Widziałeś? Artykuł o Twoim tacie!
Podczas gdy Malfoy zaczął czytać, co takiego
znajdowało się w Proroku, Hamilton ze zniecierpliwieniem spoglądała na wejście
do Wielkiej Sali. Jak najszybciej chciała się tam znaleźć, nim stanie się tutaj
coś, czego któraś ze stron może pożałować - a biorąc pod uwagę charakter
Malfoya, Potter i reszta może żałować. Cała sala zaczęła słuchać Malfoya, która
z charakterystycznym dla siebie, cynicznym uśmiechem na ustach czytał dalej
artykuł, śmiejąc się z faktu, że redaktorzy nawet dobrze nie wpisali imienia
pana Weasleya. Zaraz potem atmosfera między nimi zaczęła się jeszcze bardziej zagęszczać.
- Ach tak, przecież Ty, Potter, mieszkałeś u nich w
lecie, prawda? Czy jego matka naprawdę jest taka gruba, czy to tylko na
zdjęciu?
- Znasz swoją matkę, Malfoy, ma minę jakby ktoś jej
podsunął łajno pod nos…
Rhinna parsknęła śmiechem. Nie mogła nie przyznać
Potterowi racji. Znała Narcyzę i kobieta naprawdę miała 'ciekawy' wyraz twarzy.
Choć zastanawiała się, czy to nie tylko przy niej zachowuje się w ten sposób.
Gdy Harry uciął tę krótką, bardzo kulturalną pogawędkę z Malfoy'em, Hamilton
spoglądała jeszcze na Dracona, którego uwaga o jego matce musiała nieźle
dźgnąć, gdyż chłopak złapał różdżkę. Blondynka widziała to w zwolnionym tempie,
jak Draco rzuca zaklęciem w Pottera. Krzyknęła, zaciskając już powieki, jednak
na szczęście Ślizgon chybił, o centymetry co prawda, ale jednak! Usłyszała
drugie rzucane zaklęcia, więc szybko otworzyła oczy w momencie, by zobaczyć na
posadzce białą fretkę… Zaraz, CO? Fretkę? Po chwili rozległ się krzyk
Moody'ego, który schodził ze schodów, wpatrując się w zwierzę na posadzce. Przez
kilka chwil nie wiele rozumiała, potem wybuchnęła śmiechem… Jednak po szybkim
czasie przestała i tylko wpatrywała się na latające po pomieszczeniu zwierzę. Z
jednej strony ją to śmieszyło, musiała to przyznać… Ale z drugiej strony, gdyby
nie profesor McGonagall, która zainterweniowała i po chwili Moody, odpowiadając
na groźby Malfoya, odprowadził chłopaka - zapewne do profesora Snape'a… Cóż,
mogło mu się coś stać. Nie wiedziała czemu, ale poczuła coś w rodzaju
współczucia? Żal jej się zrobiło Draco! Zresztą, Hermiona na głos stwierdziła,
że profesor mógł zrobić jej krzywdę, więc nie musiała tego głośno powtarzać,
jedynie kiwnięciem głowy przyznała jej rację. Ronald natomiast śmiał się w
najlepsze i prawdopodobnie przez długi czas będzie wypominał Malfoy'owi
fretkowanie na posadzce Wielkiej Sali.
- Rhinna, dobrze się czujesz?
Dziewczyna zamrugała oczami i spojrzała prosto w
oczy Hermionie, która patrzyła na nią dość niepewnym spojrzeniem. Szybko
pokręciła głową i pokiwała nią parę razy.
- Tak, tak, wszystko w porządku, zamyśliłam się… To
przez ten pierwszy dzień! Będę już znikać, zobaczymy się jakoś niedługo!
Uścisnęła każdego po kolei, po czym cicho ruszyła w
stronę wieży Krukonów. Musiała odpocząć, to na pewno wszystko ze zmęczenia…