poniedziałek, 19 października 2015

Rozdział 3.

Hej!
Witajcie w trzecim rozdziale opowiadania ^^ Wiem, to dopiero początek, zapewne nie będę codziennie dodawać notek... Ale mam nadzieję, że raz na kilka dni się uda, zwłaszcza, że mam już mniej więcej zarys, co takiego chcę zawrzeć w kolejnych częściach. Zapraszam do czytania!♥

 ~~~~~


- Pan chyba żartuje!
Po Wielkiej Sali wiele takich głosów odbijało się między ścianami. Najwidoczniej ludzie nie wiedzieli, czy dyrektor faktycznie mówi serio. Jak to, taki turniej? Do tego w szkole? Hamilton zauważyła kątem oka, że co poniektórzy - m.in. Fred i George przy stole czerwonych - już wyobrażali sobie, jak to biorą czynny udział w konkurencjach. A może nawet i to, jak wygrywają i trzymają puchar w swoich dłoniach? Zaraz jednak uśmieszki zniknęły z ich twarzy, gdyż Dumbledore - prócz komentarza na zdanie wypowiedziane przez Weaselya - wyjaśnił, co to za turniej… Oraz powiedział wprost, że osoby poniżej siedemnastego roku życia nie będą mogły zgłosić się na kandydata do turnieju. Hamilton z ciekawością przyglądała się twarzom co po niektórych osób. Z drugiej strony, już była przekonana, że tacy na przykład Weasley'owie na pewno knują, jakby to tu wszystkich oszukać i się zgłosić. Zresztą, nie jej broszka. Ona na pewno nie zamierzała nawet poświęcać jakże cennego w tym wieku czasu na zastanawianie się o takich sprawach. Spojrzała w stronę swojego brata. Ricky siedział przy stole Ślizgonów. Jego blond włosy dobrze komponowały się z zielono-srebrną barwą jego domu, choć nie wyglądał tak żmijowato jak Malfoy. Pewno to przez ten ciepły odcień blondu. Na Malfoya nie mogła zbyt długo patrzeć, mówiąc szczerze.
Po powitalnej kolacji, gdy już wszyscy zdążyli się najeść, Hamilton była jednym z pierwszym Krukonków, którzy wstali od stołu. Pociągnęła przy okazji Cho i Jeremy'ego, by razem z nią ruszyli w stronę ich Domu Wspólnego. A co, miała iść sama? Oni też skończyli już jeść, mogli się pofatygować! Zwłaszcza, że byli starsi od Rhinny. Nie jakoś bardzo, bo co to jest, dwa lata Cho, a chłopak zaledwie rok. To przecież prawie nic! Jej brat był w siódmej klasie! No, ale mimo to, blondynce nie widziało się samej wracać do dormitorium. A tak chociaż można było pogadać! Choć z drugiej strony, Jeremy był tak zachwycony całym Turniejem, że dziewczyna w pewnym momencie bała się, że jej odpadną uszy od terkotania chłopaka. Na szczęście jego dormitorium było ulokowane trochę dalej od jej i nie musiała się martwić, że zaraz do niej zapuka, bo po prostu nie będzie mu się chciało już opuścić ciepłego łóżka. Jak zresztą jej. Już nie mogła się doczekać, kiedy wejdzie pod kołdrę i uśnie, mając nadzieję na ciekawe zajęcia pierwszego dnia szkoły.
Po wszystkich zajęciach, które odbyły się tego dnia, Hamilton, nieco zmęczona i odrobinę rozzłoszczona, ruszyła w kierunku Wielkiej Sali. Ku jej zdziwieniu, przed drzwiami do owego pomieszczenia zrobiła się spora kolejka. Dziewczyna jednak niczym nie zrażona - zwłaszcza, że zauważyła Pottera i dwójkę przyjaciół, podeszła do nich i uśmiechnęła się lekko.
- Czujecie? Mieliśmy powtórkę z drugiego roku na zielarstwie! Znów mandragory…
Jęknęła cicho, przewracając oczami.
- Ciesz się, my mamy już zadaną pracę domową! Cały weekend będzie pisać…
Zaczął Ron, jednak ktoś mu przerwał, krzycząc jego imię. Cała czwórka spojrzała na Dracona, który ruszył w ich kierunku z gazetą w ręku.
- Widziałeś? Artykuł o Twoim tacie!
Podczas gdy Malfoy zaczął czytać, co takiego znajdowało się w Proroku, Hamilton ze zniecierpliwieniem spoglądała na wejście do Wielkiej Sali. Jak najszybciej chciała się tam znaleźć, nim stanie się tutaj coś, czego któraś ze stron może pożałować - a biorąc pod uwagę charakter Malfoya, Potter i reszta może żałować. Cała sala zaczęła słuchać Malfoya, która z charakterystycznym dla siebie, cynicznym uśmiechem na ustach czytał dalej artykuł, śmiejąc się z faktu, że redaktorzy nawet dobrze nie wpisali imienia pana Weasleya. Zaraz potem atmosfera między nimi zaczęła się jeszcze bardziej zagęszczać.
- Ach tak, przecież Ty, Potter, mieszkałeś u nich w lecie, prawda? Czy jego matka naprawdę jest taka gruba, czy to tylko na zdjęciu?
- Znasz swoją matkę, Malfoy, ma minę jakby ktoś jej podsunął łajno pod nos…
Rhinna parsknęła śmiechem. Nie mogła nie przyznać Potterowi racji. Znała Narcyzę i kobieta naprawdę miała 'ciekawy' wyraz twarzy. Choć zastanawiała się, czy to nie tylko przy niej zachowuje się w ten sposób. Gdy Harry uciął tę krótką, bardzo kulturalną pogawędkę z Malfoy'em, Hamilton spoglądała jeszcze na Dracona, którego uwaga o jego matce musiała nieźle dźgnąć, gdyż chłopak złapał różdżkę. Blondynka widziała to w zwolnionym tempie, jak Draco rzuca zaklęciem w Pottera. Krzyknęła, zaciskając już powieki, jednak na szczęście Ślizgon chybił, o centymetry co prawda, ale jednak! Usłyszała drugie rzucane zaklęcia, więc szybko otworzyła oczy w momencie, by zobaczyć na posadzce białą fretkę… Zaraz, CO? Fretkę? Po chwili rozległ się krzyk Moody'ego, który schodził ze schodów, wpatrując się w zwierzę na posadzce. Przez kilka chwil nie wiele rozumiała, potem wybuchnęła śmiechem… Jednak po szybkim czasie przestała i tylko wpatrywała się na latające po pomieszczeniu zwierzę. Z jednej strony ją to śmieszyło, musiała to przyznać… Ale z drugiej strony, gdyby nie profesor McGonagall, która zainterweniowała i po chwili Moody, odpowiadając na groźby Malfoya, odprowadził chłopaka - zapewne do profesora Snape'a… Cóż, mogło mu się coś stać. Nie wiedziała czemu, ale poczuła coś w rodzaju współczucia? Żal jej się zrobiło Draco! Zresztą, Hermiona na głos stwierdziła, że profesor mógł zrobić jej krzywdę, więc nie musiała tego głośno powtarzać, jedynie kiwnięciem głowy przyznała jej rację. Ronald natomiast śmiał się w najlepsze i prawdopodobnie przez długi czas będzie wypominał Malfoy'owi fretkowanie na posadzce Wielkiej Sali.
- Rhinna, dobrze się czujesz?
Dziewczyna zamrugała oczami i spojrzała prosto w oczy Hermionie, która patrzyła na nią dość niepewnym spojrzeniem. Szybko pokręciła głową i pokiwała nią parę razy.
- Tak, tak, wszystko w porządku, zamyśliłam się… To przez ten pierwszy dzień! Będę już znikać, zobaczymy się jakoś niedługo!
Uścisnęła każdego po kolei, po czym cicho ruszyła w stronę wieży Krukonów. Musiała odpocząć, to na pewno wszystko ze zmęczenia…

niedziela, 2 września 2012

Rozdział 2.

Powiedzmy, że groźba Cruciatusa mniej więcej jeszcze działa. Dlatego notka specjalnie dla Marii (;

~~~~~


Pogoda nie zachęcała do wyjścia z powozu, który mknął ku Hogwartowi. Hamilton siedziała w ciszy, nawet nie słuchając rozmów koleżanek z roku. Odkąd tylko wysiadła z pociągu była w całkiem innym świecie. Nie przeszkadzał jej nawet deszcz, który padał zaciekle i sprawiał w tym momencie jedynie kłopoty – droga zmieniła się w małe, na razie, bagno, momentami ciężko było przejechać. Dziewczyna jednak nawet o tym nie myślała. Wszystko zaczęło jej się układać w jedną, dość skomplikowaną całość.
- Rhinna? Idziesz?
Zamrugała oczami. Powoli odwróciła głowę, spojrzawszy na Cho Chang, jej koleżankę z domu. Skinęła nieco zdezorientowana głową i w ciszy opuściła powóz. Szybkim krokiem, chcąc uniknąć zbytniego zmoknięcia, ruszyły w stronę szkoły. Gdy weszły do środka, Rhinna zatrzymała się i zaczęła odklejać mokre kosmki włosów od twarzy, mamrocząc coś pod nosem. Szata również zaczęła się do niej przyklejać, co nie poprawiało jej humoru. A jeszcze na dodatek dokładnie w momencie, gdy udało jej się rozwiązać problem utrudnionego chodzenia, oberwała balonem z wodą! No po prostu piękne rozpoczęcie roku szkolnego – lepszego nie mogła sobie wymarzyć. Nie dość, że już zdążyła spotkać Malfoy`a, to jeszcze teraz wredny duch, unoszący się w powietrzu postanowił zorganizować kąpiel pojawiającym się w szkole uczniom. Już nabierała w usta dużo powietrza, gdy ubiegła ją profesor McGonagall. Widocznie i jej nie spodobały się wygłupy Irytka. Spostrzegła jeszcze kątem oka rudą czuprynę Rona, który również nie wyglądał na zadowolonego. Trudno się dziwić – w końcu weszli do zamku po to, by trochę się ogrzać, a nie zostać na nowo oblanym wodą! Rhinna uchyliła się przed ostatnią bombą wodną, która poleciała w stronę drugoklasistów i razem z resztą uczniów ruszyła w stronę Wielkiej Sali. Po dwóch, trzech minutach udało jej się w spokoju usiąść na swoim miejscu… A przynajmniej tak jej się wydawało. 
- Rhi, Słońce!
Odwróciła się, gdy tylko poczuła, jak ktoś klepie ją po głowie, z zamiarem zamordowania owej osoby, jednak tylko jeden człowiek zwracał się do niej w ten sposób – a tej osoby nie potrafiła nawet skrzywdzić piórkiem! No, chyba, że w żartach raz na jakiś czas go uderzyła – to było dla niej normalne.
- Jeremy!
Szybko wyskoczyła z ławki, nie przejmując się, że zagrodzi innym uczniom przejście między stołami i rzuciła się na chłopaka. Jeremy Stretton, ścigający drużyny Krukonów, był dla niej jak starszy brat. Nie raz ratował ją z opresji, często rozmawiali, byli po prostu blisko ze sobą. Nie zważając na to, że i on jest mokry, wtuliła się w niego mocno. Ten uśmiechnął się i poklepał ją po głowie – normalnie zacząłby ją czochrać, jednak z powodu, iż była mokra, wolał nie ryzykować. Jeszcze nabawiłaby się przez niego kołtunów i miałby problem. Przechodząca obok Cho potargała jego niesforne, brązowa włosy.
- Daj jej odetchnąć, udusisz ją zaraz!
Azjatka zaśmiała się pod nosem, siadając na jednym z wolnych miejsc. Stretton rozluźnił nieco uścisk i spojrzał swoimi ciemnymi, brązowymi oczami na blondynkę.
- Dobrze, dobrze, nie będę jej męczyć. Na razie.
- Kto tu kogo będzie męczyć!
Oburzyła się z uśmiechem na ustach Rhinna, puszczając go i siadając z powrotem na swoje miejsce. Czuła, jak jej żołądek domaga się jedzenia. Podejrzewała, że nie tylko jej, jednak zdawała sobie sprawę, że może to trochę potrwać. Był jeden plus siedzenia w Wielkiej Sali – dość szybko się suszyła, jak reszta uczniów. Zerknęła kątem oka na Harry`ego i resztę, którzy najwyraźniej też czekali jedynie na pojawienie się potraw na talerzach. Nie wiedzieć czemu rozbawiło ją to dość nieźle. Zaśmiała się pod nosem, kiedy drzwi do Wielkiej Sali otworzyły się. Między stołami szła grupka przemoczonych uczniów. Hamilton jeszcze czuła, jak szaty kleją jej się do ciała, jednak za nic w świecie nie chciałaby zamienić się z nowymi. Żal jej się ich zrobiło, naprawdę wyglądali jak siedem nieszczęść, do tego część dygotała zapewne nie tylko z zimna – w końcu ceremonia przydziału to nie byle co! Można było się tym stresować. Aż przypomniała sobie, jak ona usiadła na stołku i czekała na decyzję tiary. Tak bardzo wtedy bała się dostać do Slytherinu. Cała jej rodzina opuszczała szkołę, odbywając nauki właśnie w Domu Węża. Ale ona nie była jak oni. Nigdy nie rozumiała tego głupiego przekonania o czystości krwi… Do tego, nigdy się do tego nie przyzna rodzicom – ona nie popierała Voldemorta, jak cała jej rodzina. Zerknęła kątem oka na Malfoy`a. Nie była taka, jak on. Prychnęła aż na samo stwierdzenie, które przeszło przez jej głowę, po czym spojrzała z powrotem na nowych uczniów. Ominęła ją piosenka Tiary Przydziału i część przydzielania. Szybko zamrugała oczami i potrząsnęła głową, chcąc otrząsnąć się z głupiego zamyślenia. W końcu, po pierwsze – warto byłoby poznać, kto dostał się do Ravenclaw`u no i po drugie, należycie się najeść, nie myśląc o głupotach. 
Gdy tylko wszyscy uczniowie zostali przydzieleni, tiara zniknęła ze środka sali, a na półmiskach pojawiły się potrawy. Rhinnie zaświeciły się oczy. Była naprawdę głodna – no i tęskniła za smakami w zamku. Domowe jedzenie podobno jest najlepsze, jednak ona preferowała potrawy skrzatów w Hogwarcie. Tu przynajmniej mogła się najeść we wspaniałym towarzystwie, a nie w drętwiej atmosferze, jakby ktoś umarł. Na szczęście przez kilka miesięcy nie będzie musiała ich oglądać. Tak było lepiej. Już na dobre zajęła się jedzeniem i rozmową z koleżankami oraz kolegami. Dopiero, gdy wszyscy skończyli jeść, Dumbledore ponownie zagościł przed mównicą. Spojrzała na niego większość uczniów, gdy zaczął przemawiać. 
- Z najwyższą przykrością muszę Was też poinformować, że w tym roku nie będzie międzydomowych rozgrywek o Puchar Quidditcha.
Po całej sali rozległ się szmer zdziwienia. Hamilton rzuciła okiem na Pottera, który był szukającym Gryffindoru, oraz na Jeremy`ego. Nie wyglądali na zachwyconych, mimo, iż nie przestali być jeszcze zaskoczeni ową informacją. Dumbledore jednak kontynuował.
- A nie będzie ich z powodu ważnego wydarzenia, które będzie trwało od października przez cały rok szkolny, pochłaniając większość czasu i energii nauczycieli. Jestem jednak pewny, że nie będziecie żałować. Mam wielką przyjemność oznajmić Wam, że w tym roku w Hogwarcie…
Jego wypowiedź jednak została zagłuszona przez grzmot, który rozległ się w całej sali. Drzwi do pomieszczenia stanęły otworem, a do środka wszedł mężczyzna, wspierający się na lasce. Rhinna pisnęła cicho – wsłuchana w słowa dyrektora została wyrwana z zamyślenia w dość brutalny sposób. Zresztą, nie tylko ona. Oderwała spojrzenie od Albusa i przeniosła je na przybyłego mężczyznę. Wzbudził w niej jakiś ciężki do opisania strach. Słyszała różne szepty między uczniami, jednak nie przywiązywała do nich wagi. Dopiero, gdy mężczyzna znalazł się obok Dumbledore`a, a ten przedstawił go jako nowego nauczyciela obrony przed czarną magią, zamrugała oczami. Alastor Moody? Gdzieś o nim słyszała. Klasnęła w dłonie i spojrzała po koleżankach. Ten rok zapowiadał się naprawdę ciekawie. Odprowadziła wzrokiem nowego nauczyciela do stołu, gdy jej uwagę, jak wszystkich dookoła znów zajęła dalsza przemowa Albusa Dumbledore`a.
- Mam wielką przyjemność oznajmić Wam, odbędzie się w Hogwarcie Turniej Trójmagiczny!


~~~~~

Nieco w dziwnym miejscu zakończyłam rozdział, ale.. Nie chciałam, by wyszło zbyt długo. (:

poniedziałek, 27 sierpnia 2012

Rozdział 1.

Bo w sumie nie mam co robić, a jak dam pierwszy rozdział, większa motywacja będzie do napisania drugiego.. Który pisze się, ale baaaardzo mozolnie. Mimo, iż pomysł i zarys rozdziału jest, hm.
Dzisiaj powinnam skończyć. Tak sądzę. Póki co, daję pierwszy rozdział, bo taki prolog to.. Trochę krótko, nawet, jak dla mnie (:

~~~~~


Pociąg mknął szybko torami. Było dość wcześnie, niedawno opuścił stację, na której wsiadło do niego mnóstwo dzieci i młodzieży. Do stacji końcowej było jeszcze sporo czasu, jednak wszystkie osoby znajdujące się w przedziałach nie sprawiały wrażenia osób znudzonych. Wręcz przeciwnie – w pociągu było głośno, wszyscy się śmiali, bawili, opowiadali sobie historie o wakacjach. Jednym z wagonów mknęła długowłosa dziewczyna o kolorze ciepłego blondu i głębokich, lazurowych oczach. Szukała jednego, konkretnego przedziału. W zeszłym roku zaprzyjaźniła z pewną trójką wspaniałych uczniów, a nie zamierzała tracić kontaktu. Przez wakacje starała się go utrzymać pisząc do nich listy, choć wiadomo – nie było to łatwe, zwłaszcza z jej rodziną. Nie podobało się im strasznie, że dziewczyna przyjaźni się z trio, za którym nie przepadali co po niektórzy czarodzieje. Sama nastolatka jednak miała zupełnie inne zdanie – nie wdała się w rodziców, aż zastanawiała się, czy aby na pewno są jej biologiczną rodziną. Wcale by się nie zdziwiła, jeśli to nie byłaby prawda. Nie zamierzała jednak się nad tym zastanawiać. Wakacje jak zwykle są najgorszym czasem w roku – odkąd poszła do Hogwartu, nienawidziła tych dwóch miesięcy. W szkole czuła się o wiele lepiej, niż w domu. Zresztą, podejrzewała, że reszta rodziny też tak ma… No, może za wyjątkiem jej brata, który na szczęście dla dziewczyny w tym roku kończył szkołę. Nawet nie wiecie, jak panienka Hamilton się z tego cieszyła! W końcu nie będzie go widzieć codziennie, jak działo się to do tej pory. Nareszcie wolność, chociaż na te cztery lata Hogwartu. W końcu będzie mogła bez obawy pojawiać wśród przyjaciół na korytarzu…
Wpadła w końcu do odpowiedniego wagonu. W jednym z przedziałów zauważyła trójkę swoich przyjaciół. Niewiele myśląc, wpadła do środka.
- Cześć wszystkim!
Na jej młodej twarzy pojawił się szeroki uśmiech, ukazujący szereg białych zębów. Potter, Weasley i Granger spojrzeli na drzwi – najwyraźniej byli w trakcie jakiejś poważniejszej rozmowy, co nie bardzo tak naprawdę zraziło panienkę do przeszkodzenia im i wejście w słowo. Długo nie trwało, nim trójka zrozumiała, kto do nich przyszedł.
- Rhinna!
Jako pierwsza z miejsca wstała brązowowłosa dziewczyna, rzucając się na szyję blondynki. Uśmiechnęła się szeroko, przez moment nawet nie dając jej oddychać. Zaraz po tym rzucili się na nią pozostali ludzie, znajdujący się w tym przedziale. Odetchnęła z ulgą po kilku chwilach, gdy już wszyscy ją puścili i mogła spokojnie usiąść na wolnym miejscu. Weszła akurat w trakcie rozmowy o Mistrzostwach Świata w Qudditchu. Sama dziewczyna nie miała możliwości pojechania na nie, choć cała jej rodzina oczywiście skorzystała z okazji. Ona nie narzekała – miała cały wielki dom tylko dla siebie. A to wiele ułatwiało – nie musiała się chować po domu, czaić, uciekać przed wzrokiem wszystkich innych dookoła. Jedynie służba nic do niej nie miała – tolerowała ją taką, jaką jest. Chociaż oni, zawsze tak myślała – ale część ją naprawdę lubiła! Mimo wszystko z Rhinną można było normalnie porozmawiać. Chociaż woleli mimo wszystko nie pokazywać tego jej rodzicom. Tak, dla własnego bezpieczeństwa – no i dziewczyny. Nie chcieli, by i ją spotkała jakaś kara.
Z zamyślenia wyrwał ją głos Rona, który podekscytowany opowiadał o Wiktorze Krumie. Blondynka przeniosła na niego spojrzenie, gdy drzwi od przedziału otworzyły się z impetem.
- Po raz pierwszy i ostatni w życiu, Weasley.
Hamilton westchnęła. Po raz kolejny widzi tę bladą twarzyczkę z cynicznym uśmiechem. Za Draconem Malfoyem, który właśnie wszedł do przedziału stali Crabbe i Goyle. Chłopak nie zwrócił na nią uwagi – dobrze dla niej. Jego obecność jednak nie spodobała się reszcie w przedziale. Trudno się dziwić – nigdy nie pałali do siebie sympatią. Podczas ich kłótni, która rozpoczęła się od mistrzostw świata i loży honorowej i przeszła do szat wyjściowych, Rhinna siedziała przy oknie, wpatrując się nieco znudzonym spojrzeniem przez szybę. Zawsze w takich sytuacjach starała się zająć czymś myśli – dopóki tor rozmowy nie zszedł na nic ciekawego. O ile można tu mówić o czymś ciekawym w trakcie przepychanek słownych Malfoya. Tym razem jednak było inaczej.
- To Wy naprawdę o niczym nie wiecie?
W tym właśnie momencie dziewczyna oderwała spojrzenie od brudnej szyby w przedziale i przeniosła je na twarz Dracona. Dawno nie widziała tak uradowanej miny chłopaka, przez to mogła spodziewać się kłopotów. Westchnęła cicho i wstała z miejsca. Była dość niska w porównaniu do wszystkich znajdujących się w przedziale, więc tylko w ciszy przemknęła między ludźmi słuchając dłuższego monologu Malfoya o kontaktach jego rodziny z samym Ministrem Magii… Rhinnie aż się niedobrze zrobiło – jak można było być aż takim zadufanym w sobie człowiekiem?
Blondyn zamierzał właśnie opuścić przedział z tym swoim denerwującym uśmiechem na twarzy. Rhinna jednak była szybsza. Nie chcąc widzieć uradowanej miny Dracona, wpierw dźgnęła go mocno palcem pod żebrami, po czym wypchnęła z przedziału, trzaskając za nimi drzwiami. Podniosła wzrok i poczuła dumę. Chłopak stał przed szkłem, nic nie rozumiejąc, a na jego twarzy mieszała się wściekłość z zaskoczeniem. Dziewczynka jedynie przymknęła powieki, uśmiechnęła się szeroko i pomachała mu dłonią – zanim zasunęła zasłony w przedziale. Nareszcie cisza i spokój… Choć Ron najwyraźniej był o wiele bardziej zdenerwowany, niż jej się wydawało. Podszedł do drzwi, wyjrzał przez nie, po czym zatrzasnął – co spowodowało rozbicie jednej z szyb. Hermiona szybko go skarciła, wyciągając różdżkę i naprawiając drzwi. Padło kilka słów o marnej prowokacji panicza Malfoya, na którą niestety Weasley dał się nabrać.
Reszta podróży mimo nieprzyjemnego spotkania minęła spokojnie – większość osób śmiała się i rozmawiała jak gdyby nigdy nic. Dopiero, gdy pociąg zaczął bardzo powoli zwalniać, Hamilton pożegnała się ze wszystkimi i wystrzeliła z ich przedziału w stronę swojego. Nie była przecież ubrana w szaty szkolne, a nie wypadało pokazywać się na peronie w mugolskich ubraniach. Choć jak dla niej – co za różnica. No, ale nauka nie powinna iść na marne. To chyba jedna rzecz, jaką wyniosła z domu dla samej siebie – maniery i wychowanie, nie zawsze zgodne z jej przekonaniami, jednak dzięki nim wiedziała, jak powinna się zachowywać w odpowiednich sytuacjach. To naprawdę ułatwiało jej życie, nawet, jeśli coś szło nie po jej myśli.
Miała jednak nadzieję, że ten rok będzie inny. Ona wiedziała, co ma się odbyć w szkole. Turniej Trójmagiczny – usłyszała strzępek rozmowy rodziców, którzy przekonywali jej brata, że powinien się zgłosić – na pewno przyniesie chlubę i dumę swojej rodzinie, kiedy go wygra. A co do tego nie mieli oni najmniejszych wątpliwości – to w końcu panicz Hamilton! A dziewczynce na samą myśl niedobrze się robiło. Po kilku minutach stanęła już na peronie i wzięła głęboki wdech. Chłodne, wieczorne powietrze otuliło jej płuca.
Rhinna uśmiechnęła się szeroko i z nadziejami ruszyła przed siebie – w stronę Hogwartu, jej ukochanej Szkoły Magii i Czarodziejstwa.


~~~~

Zawodową pisarką nie jestem, wręcz przeciwnie <3 Dlatego z góry przepraszam za jakiekolwiek błędy ^^"