niedziela, 2 września 2012

Rozdział 2.

Powiedzmy, że groźba Cruciatusa mniej więcej jeszcze działa. Dlatego notka specjalnie dla Marii (;

~~~~~


Pogoda nie zachęcała do wyjścia z powozu, który mknął ku Hogwartowi. Hamilton siedziała w ciszy, nawet nie słuchając rozmów koleżanek z roku. Odkąd tylko wysiadła z pociągu była w całkiem innym świecie. Nie przeszkadzał jej nawet deszcz, który padał zaciekle i sprawiał w tym momencie jedynie kłopoty – droga zmieniła się w małe, na razie, bagno, momentami ciężko było przejechać. Dziewczyna jednak nawet o tym nie myślała. Wszystko zaczęło jej się układać w jedną, dość skomplikowaną całość.
- Rhinna? Idziesz?
Zamrugała oczami. Powoli odwróciła głowę, spojrzawszy na Cho Chang, jej koleżankę z domu. Skinęła nieco zdezorientowana głową i w ciszy opuściła powóz. Szybkim krokiem, chcąc uniknąć zbytniego zmoknięcia, ruszyły w stronę szkoły. Gdy weszły do środka, Rhinna zatrzymała się i zaczęła odklejać mokre kosmki włosów od twarzy, mamrocząc coś pod nosem. Szata również zaczęła się do niej przyklejać, co nie poprawiało jej humoru. A jeszcze na dodatek dokładnie w momencie, gdy udało jej się rozwiązać problem utrudnionego chodzenia, oberwała balonem z wodą! No po prostu piękne rozpoczęcie roku szkolnego – lepszego nie mogła sobie wymarzyć. Nie dość, że już zdążyła spotkać Malfoy`a, to jeszcze teraz wredny duch, unoszący się w powietrzu postanowił zorganizować kąpiel pojawiającym się w szkole uczniom. Już nabierała w usta dużo powietrza, gdy ubiegła ją profesor McGonagall. Widocznie i jej nie spodobały się wygłupy Irytka. Spostrzegła jeszcze kątem oka rudą czuprynę Rona, który również nie wyglądał na zadowolonego. Trudno się dziwić – w końcu weszli do zamku po to, by trochę się ogrzać, a nie zostać na nowo oblanym wodą! Rhinna uchyliła się przed ostatnią bombą wodną, która poleciała w stronę drugoklasistów i razem z resztą uczniów ruszyła w stronę Wielkiej Sali. Po dwóch, trzech minutach udało jej się w spokoju usiąść na swoim miejscu… A przynajmniej tak jej się wydawało. 
- Rhi, Słońce!
Odwróciła się, gdy tylko poczuła, jak ktoś klepie ją po głowie, z zamiarem zamordowania owej osoby, jednak tylko jeden człowiek zwracał się do niej w ten sposób – a tej osoby nie potrafiła nawet skrzywdzić piórkiem! No, chyba, że w żartach raz na jakiś czas go uderzyła – to było dla niej normalne.
- Jeremy!
Szybko wyskoczyła z ławki, nie przejmując się, że zagrodzi innym uczniom przejście między stołami i rzuciła się na chłopaka. Jeremy Stretton, ścigający drużyny Krukonów, był dla niej jak starszy brat. Nie raz ratował ją z opresji, często rozmawiali, byli po prostu blisko ze sobą. Nie zważając na to, że i on jest mokry, wtuliła się w niego mocno. Ten uśmiechnął się i poklepał ją po głowie – normalnie zacząłby ją czochrać, jednak z powodu, iż była mokra, wolał nie ryzykować. Jeszcze nabawiłaby się przez niego kołtunów i miałby problem. Przechodząca obok Cho potargała jego niesforne, brązowa włosy.
- Daj jej odetchnąć, udusisz ją zaraz!
Azjatka zaśmiała się pod nosem, siadając na jednym z wolnych miejsc. Stretton rozluźnił nieco uścisk i spojrzał swoimi ciemnymi, brązowymi oczami na blondynkę.
- Dobrze, dobrze, nie będę jej męczyć. Na razie.
- Kto tu kogo będzie męczyć!
Oburzyła się z uśmiechem na ustach Rhinna, puszczając go i siadając z powrotem na swoje miejsce. Czuła, jak jej żołądek domaga się jedzenia. Podejrzewała, że nie tylko jej, jednak zdawała sobie sprawę, że może to trochę potrwać. Był jeden plus siedzenia w Wielkiej Sali – dość szybko się suszyła, jak reszta uczniów. Zerknęła kątem oka na Harry`ego i resztę, którzy najwyraźniej też czekali jedynie na pojawienie się potraw na talerzach. Nie wiedzieć czemu rozbawiło ją to dość nieźle. Zaśmiała się pod nosem, kiedy drzwi do Wielkiej Sali otworzyły się. Między stołami szła grupka przemoczonych uczniów. Hamilton jeszcze czuła, jak szaty kleją jej się do ciała, jednak za nic w świecie nie chciałaby zamienić się z nowymi. Żal jej się ich zrobiło, naprawdę wyglądali jak siedem nieszczęść, do tego część dygotała zapewne nie tylko z zimna – w końcu ceremonia przydziału to nie byle co! Można było się tym stresować. Aż przypomniała sobie, jak ona usiadła na stołku i czekała na decyzję tiary. Tak bardzo wtedy bała się dostać do Slytherinu. Cała jej rodzina opuszczała szkołę, odbywając nauki właśnie w Domu Węża. Ale ona nie była jak oni. Nigdy nie rozumiała tego głupiego przekonania o czystości krwi… Do tego, nigdy się do tego nie przyzna rodzicom – ona nie popierała Voldemorta, jak cała jej rodzina. Zerknęła kątem oka na Malfoy`a. Nie była taka, jak on. Prychnęła aż na samo stwierdzenie, które przeszło przez jej głowę, po czym spojrzała z powrotem na nowych uczniów. Ominęła ją piosenka Tiary Przydziału i część przydzielania. Szybko zamrugała oczami i potrząsnęła głową, chcąc otrząsnąć się z głupiego zamyślenia. W końcu, po pierwsze – warto byłoby poznać, kto dostał się do Ravenclaw`u no i po drugie, należycie się najeść, nie myśląc o głupotach. 
Gdy tylko wszyscy uczniowie zostali przydzieleni, tiara zniknęła ze środka sali, a na półmiskach pojawiły się potrawy. Rhinnie zaświeciły się oczy. Była naprawdę głodna – no i tęskniła za smakami w zamku. Domowe jedzenie podobno jest najlepsze, jednak ona preferowała potrawy skrzatów w Hogwarcie. Tu przynajmniej mogła się najeść we wspaniałym towarzystwie, a nie w drętwiej atmosferze, jakby ktoś umarł. Na szczęście przez kilka miesięcy nie będzie musiała ich oglądać. Tak było lepiej. Już na dobre zajęła się jedzeniem i rozmową z koleżankami oraz kolegami. Dopiero, gdy wszyscy skończyli jeść, Dumbledore ponownie zagościł przed mównicą. Spojrzała na niego większość uczniów, gdy zaczął przemawiać. 
- Z najwyższą przykrością muszę Was też poinformować, że w tym roku nie będzie międzydomowych rozgrywek o Puchar Quidditcha.
Po całej sali rozległ się szmer zdziwienia. Hamilton rzuciła okiem na Pottera, który był szukającym Gryffindoru, oraz na Jeremy`ego. Nie wyglądali na zachwyconych, mimo, iż nie przestali być jeszcze zaskoczeni ową informacją. Dumbledore jednak kontynuował.
- A nie będzie ich z powodu ważnego wydarzenia, które będzie trwało od października przez cały rok szkolny, pochłaniając większość czasu i energii nauczycieli. Jestem jednak pewny, że nie będziecie żałować. Mam wielką przyjemność oznajmić Wam, że w tym roku w Hogwarcie…
Jego wypowiedź jednak została zagłuszona przez grzmot, który rozległ się w całej sali. Drzwi do pomieszczenia stanęły otworem, a do środka wszedł mężczyzna, wspierający się na lasce. Rhinna pisnęła cicho – wsłuchana w słowa dyrektora została wyrwana z zamyślenia w dość brutalny sposób. Zresztą, nie tylko ona. Oderwała spojrzenie od Albusa i przeniosła je na przybyłego mężczyznę. Wzbudził w niej jakiś ciężki do opisania strach. Słyszała różne szepty między uczniami, jednak nie przywiązywała do nich wagi. Dopiero, gdy mężczyzna znalazł się obok Dumbledore`a, a ten przedstawił go jako nowego nauczyciela obrony przed czarną magią, zamrugała oczami. Alastor Moody? Gdzieś o nim słyszała. Klasnęła w dłonie i spojrzała po koleżankach. Ten rok zapowiadał się naprawdę ciekawie. Odprowadziła wzrokiem nowego nauczyciela do stołu, gdy jej uwagę, jak wszystkich dookoła znów zajęła dalsza przemowa Albusa Dumbledore`a.
- Mam wielką przyjemność oznajmić Wam, odbędzie się w Hogwarcie Turniej Trójmagiczny!


~~~~~

Nieco w dziwnym miejscu zakończyłam rozdział, ale.. Nie chciałam, by wyszło zbyt długo. (:

1 komentarz:

  1. ależ jestem groźna! :D
    notka bardzo mi się podobała, strasznie lubię Twoje opisy. łatwo sobie wszystko wyobrazić. :D
    czekam na kolejną! :)

    OdpowiedzUsuń