poniedziałek, 27 sierpnia 2012

Rozdział 1.

Bo w sumie nie mam co robić, a jak dam pierwszy rozdział, większa motywacja będzie do napisania drugiego.. Który pisze się, ale baaaardzo mozolnie. Mimo, iż pomysł i zarys rozdziału jest, hm.
Dzisiaj powinnam skończyć. Tak sądzę. Póki co, daję pierwszy rozdział, bo taki prolog to.. Trochę krótko, nawet, jak dla mnie (:

~~~~~


Pociąg mknął szybko torami. Było dość wcześnie, niedawno opuścił stację, na której wsiadło do niego mnóstwo dzieci i młodzieży. Do stacji końcowej było jeszcze sporo czasu, jednak wszystkie osoby znajdujące się w przedziałach nie sprawiały wrażenia osób znudzonych. Wręcz przeciwnie – w pociągu było głośno, wszyscy się śmiali, bawili, opowiadali sobie historie o wakacjach. Jednym z wagonów mknęła długowłosa dziewczyna o kolorze ciepłego blondu i głębokich, lazurowych oczach. Szukała jednego, konkretnego przedziału. W zeszłym roku zaprzyjaźniła z pewną trójką wspaniałych uczniów, a nie zamierzała tracić kontaktu. Przez wakacje starała się go utrzymać pisząc do nich listy, choć wiadomo – nie było to łatwe, zwłaszcza z jej rodziną. Nie podobało się im strasznie, że dziewczyna przyjaźni się z trio, za którym nie przepadali co po niektórzy czarodzieje. Sama nastolatka jednak miała zupełnie inne zdanie – nie wdała się w rodziców, aż zastanawiała się, czy aby na pewno są jej biologiczną rodziną. Wcale by się nie zdziwiła, jeśli to nie byłaby prawda. Nie zamierzała jednak się nad tym zastanawiać. Wakacje jak zwykle są najgorszym czasem w roku – odkąd poszła do Hogwartu, nienawidziła tych dwóch miesięcy. W szkole czuła się o wiele lepiej, niż w domu. Zresztą, podejrzewała, że reszta rodziny też tak ma… No, może za wyjątkiem jej brata, który na szczęście dla dziewczyny w tym roku kończył szkołę. Nawet nie wiecie, jak panienka Hamilton się z tego cieszyła! W końcu nie będzie go widzieć codziennie, jak działo się to do tej pory. Nareszcie wolność, chociaż na te cztery lata Hogwartu. W końcu będzie mogła bez obawy pojawiać wśród przyjaciół na korytarzu…
Wpadła w końcu do odpowiedniego wagonu. W jednym z przedziałów zauważyła trójkę swoich przyjaciół. Niewiele myśląc, wpadła do środka.
- Cześć wszystkim!
Na jej młodej twarzy pojawił się szeroki uśmiech, ukazujący szereg białych zębów. Potter, Weasley i Granger spojrzeli na drzwi – najwyraźniej byli w trakcie jakiejś poważniejszej rozmowy, co nie bardzo tak naprawdę zraziło panienkę do przeszkodzenia im i wejście w słowo. Długo nie trwało, nim trójka zrozumiała, kto do nich przyszedł.
- Rhinna!
Jako pierwsza z miejsca wstała brązowowłosa dziewczyna, rzucając się na szyję blondynki. Uśmiechnęła się szeroko, przez moment nawet nie dając jej oddychać. Zaraz po tym rzucili się na nią pozostali ludzie, znajdujący się w tym przedziale. Odetchnęła z ulgą po kilku chwilach, gdy już wszyscy ją puścili i mogła spokojnie usiąść na wolnym miejscu. Weszła akurat w trakcie rozmowy o Mistrzostwach Świata w Qudditchu. Sama dziewczyna nie miała możliwości pojechania na nie, choć cała jej rodzina oczywiście skorzystała z okazji. Ona nie narzekała – miała cały wielki dom tylko dla siebie. A to wiele ułatwiało – nie musiała się chować po domu, czaić, uciekać przed wzrokiem wszystkich innych dookoła. Jedynie służba nic do niej nie miała – tolerowała ją taką, jaką jest. Chociaż oni, zawsze tak myślała – ale część ją naprawdę lubiła! Mimo wszystko z Rhinną można było normalnie porozmawiać. Chociaż woleli mimo wszystko nie pokazywać tego jej rodzicom. Tak, dla własnego bezpieczeństwa – no i dziewczyny. Nie chcieli, by i ją spotkała jakaś kara.
Z zamyślenia wyrwał ją głos Rona, który podekscytowany opowiadał o Wiktorze Krumie. Blondynka przeniosła na niego spojrzenie, gdy drzwi od przedziału otworzyły się z impetem.
- Po raz pierwszy i ostatni w życiu, Weasley.
Hamilton westchnęła. Po raz kolejny widzi tę bladą twarzyczkę z cynicznym uśmiechem. Za Draconem Malfoyem, który właśnie wszedł do przedziału stali Crabbe i Goyle. Chłopak nie zwrócił na nią uwagi – dobrze dla niej. Jego obecność jednak nie spodobała się reszcie w przedziale. Trudno się dziwić – nigdy nie pałali do siebie sympatią. Podczas ich kłótni, która rozpoczęła się od mistrzostw świata i loży honorowej i przeszła do szat wyjściowych, Rhinna siedziała przy oknie, wpatrując się nieco znudzonym spojrzeniem przez szybę. Zawsze w takich sytuacjach starała się zająć czymś myśli – dopóki tor rozmowy nie zszedł na nic ciekawego. O ile można tu mówić o czymś ciekawym w trakcie przepychanek słownych Malfoya. Tym razem jednak było inaczej.
- To Wy naprawdę o niczym nie wiecie?
W tym właśnie momencie dziewczyna oderwała spojrzenie od brudnej szyby w przedziale i przeniosła je na twarz Dracona. Dawno nie widziała tak uradowanej miny chłopaka, przez to mogła spodziewać się kłopotów. Westchnęła cicho i wstała z miejsca. Była dość niska w porównaniu do wszystkich znajdujących się w przedziale, więc tylko w ciszy przemknęła między ludźmi słuchając dłuższego monologu Malfoya o kontaktach jego rodziny z samym Ministrem Magii… Rhinnie aż się niedobrze zrobiło – jak można było być aż takim zadufanym w sobie człowiekiem?
Blondyn zamierzał właśnie opuścić przedział z tym swoim denerwującym uśmiechem na twarzy. Rhinna jednak była szybsza. Nie chcąc widzieć uradowanej miny Dracona, wpierw dźgnęła go mocno palcem pod żebrami, po czym wypchnęła z przedziału, trzaskając za nimi drzwiami. Podniosła wzrok i poczuła dumę. Chłopak stał przed szkłem, nic nie rozumiejąc, a na jego twarzy mieszała się wściekłość z zaskoczeniem. Dziewczynka jedynie przymknęła powieki, uśmiechnęła się szeroko i pomachała mu dłonią – zanim zasunęła zasłony w przedziale. Nareszcie cisza i spokój… Choć Ron najwyraźniej był o wiele bardziej zdenerwowany, niż jej się wydawało. Podszedł do drzwi, wyjrzał przez nie, po czym zatrzasnął – co spowodowało rozbicie jednej z szyb. Hermiona szybko go skarciła, wyciągając różdżkę i naprawiając drzwi. Padło kilka słów o marnej prowokacji panicza Malfoya, na którą niestety Weasley dał się nabrać.
Reszta podróży mimo nieprzyjemnego spotkania minęła spokojnie – większość osób śmiała się i rozmawiała jak gdyby nigdy nic. Dopiero, gdy pociąg zaczął bardzo powoli zwalniać, Hamilton pożegnała się ze wszystkimi i wystrzeliła z ich przedziału w stronę swojego. Nie była przecież ubrana w szaty szkolne, a nie wypadało pokazywać się na peronie w mugolskich ubraniach. Choć jak dla niej – co za różnica. No, ale nauka nie powinna iść na marne. To chyba jedna rzecz, jaką wyniosła z domu dla samej siebie – maniery i wychowanie, nie zawsze zgodne z jej przekonaniami, jednak dzięki nim wiedziała, jak powinna się zachowywać w odpowiednich sytuacjach. To naprawdę ułatwiało jej życie, nawet, jeśli coś szło nie po jej myśli.
Miała jednak nadzieję, że ten rok będzie inny. Ona wiedziała, co ma się odbyć w szkole. Turniej Trójmagiczny – usłyszała strzępek rozmowy rodziców, którzy przekonywali jej brata, że powinien się zgłosić – na pewno przyniesie chlubę i dumę swojej rodzinie, kiedy go wygra. A co do tego nie mieli oni najmniejszych wątpliwości – to w końcu panicz Hamilton! A dziewczynce na samą myśl niedobrze się robiło. Po kilku minutach stanęła już na peronie i wzięła głęboki wdech. Chłodne, wieczorne powietrze otuliło jej płuca.
Rhinna uśmiechnęła się szeroko i z nadziejami ruszyła przed siebie – w stronę Hogwartu, jej ukochanej Szkoły Magii i Czarodziejstwa.


~~~~

Zawodową pisarką nie jestem, wręcz przeciwnie <3 Dlatego z góry przepraszam za jakiekolwiek błędy ^^"

1 komentarz:

  1. jestem absolutną fanką Twojego opowiadania już na starcie :) masz strasznie fajny styl. czekam na więcej! :D

    // hermiones-diary

    OdpowiedzUsuń